shamo blog

Twój nowy blog

4.

5 komentarzy

Doc jest starszy ode mnie, ale… niezbyt rozgarnięty. W czasach przed wojną pewnie mogli by mu pomóc i nie musiałby mieszkać poza Shamo.
A tak, nie mówiłam jeszcze o Shamo. Doc będzie musiał poczekać.
Po tym, jak moja babka i reszta ludzi wyszła ze schronu, okazało się, że na gruzach miasta powstała mała wioska. Mężczyźni chwycili za broń i wkrótce po aneksji nazwano miejsce „Greenplace”. Taki mały żarcik. Wokół był gruz, jakieś suche krzewy i gorące powietrze.
Niektórzy, spośród byłych właścicieli zakątka, zostali wygnani na pustkowia i wracali od czasu do czasu, by się zemścić. Ale ich dzidy potęgą nie były.
Greenplace… teraz już nikt tak nie mówi. Jeden z podróżnych, o wyjątkowo żółtej cerze i krzywych oczach, nazwał to miejsce „Shamo” i tak już się przyjęło.
W ciągu tych parunastu lat zdołano odbudować/zbudować kilka domów i oczyścić większość ulic. Ku ogólnej uciesze gawiedzi, a także by zdusić w zarodku bunt Budowlańców, Rada zezwoliła na budowę bu… baru. I powstał słynny „Cat’s Paw”. A w między czasie także i miejsce bójek, tuż przy bu.. barze, nazwane „Thunderdome”.
Czasami siedzę tam na tzw. trybunach, i przyglądam się, w co gorętszej wodzie kąpanym, mężczyznom. Zaglądam też do siedziby Techników. Czasami zdarza im się coś wynaleźć i wierzę, że kiedyś będą to „krany”. Jako iż czasami uda mi się coś pożytecznego wygrzebać z gruzu, mam niejakie względy u członków Rady. … No dobra, prawda jest taka, że moja przybrana matka jest na wysokim stanowisku, co zapewnia mi „specjalne traktowanie”.
Co by tu jeszcze… A tak, kiedyś jacyś zapaleni Skrybowie próbowali wydawać swoje „dzieła” i nawet zbudowali drukarnię, ale.. mało osób w dzisiejszych czasach czyta. Pomysł po niespełna roku upadł. I się dotąd nie podniósł.
Gorszą jednak rzecz zgotowali jednak inni starzy Skrybowie. Rzecz już na ukończeniu. SZKOŁĘ!!! I moje, oraz wielu innych w moim wieku, wybitne umiejętności najwidoczniej nie będą miały tam praktycznego zastosowania. Zero włóczenia się po pustkowiach, zero przeszukiwania ruin i strzelania do zmutowanych mrówek. Tylko siedzenie na pupie i zapamiętywanie treści z rozlatujących się książek. Po co? „Dla pokoleń przyszłości!” Ha. Jakby nie można było tego mieć pod ręką na wygodnych holodyskach i korzystać w razie potrzeby.

3.

Brak komentarzy

Wołają na mnie różnie. Najczęściej „idź po wodę”.
Podobno kiedyś istniały „krany” z których na życzenie wylatywał nie radioaktywny płyn. Podobno kiedyś istniały rzeki z których można było czerpać wodę bez opamiętania.
Podobno kiedyś istniały…
Czasami zastanawiam się, na co mi umiejętność czytania. Przez nią to, i przez te wszystkie papiery z czarnymi zawijasami lub znaczkami, poznaję świat cudów. Świat, w którym nie musiałabym dźwigać dwóch dużych wiader z wodą, trzy razy dziennie. Heh, „z wodą”, ładnie powiedziane. Prawdziwą wodę to widziałam tylko raz, kiedy zajechała do nas karawana Kupców ze Wschodu. Jeden z nich nawet wtedy mnie poczęstował, śmiejąc się ochryple.
Te mętne siki brahminów które wydobywamy z wnętrza ziemi nie można było z tym porównać.
Jedyna pociecha to ta, że po naszym trunku nie rosną nam dodatkowe kończyny.
Doc mówił coś o ukrytej butelce „koli”. Będę musiała w końcu oddać mu te koraliki, jakie zostawiła mi matka, i sprawdzić ową „kolę”. Mam nadzieję, że to nie okaże się płynem do podłóg, jak poprzednio.

2.

Brak komentarzy

Wojna, wojna nigdy się nie zmienia. A świat?
Babcia nie interesowała się polityką. Wiem, bo ciągle czytam jej pamiętnik.
Była w wieku rozpłodowym, gdy zapanował chaos. Jej ojciec cudem załatwił rodzinie miejsce w schronie. Przeżyli dwa dziesięciolecia, nim zapasy „wszystkiego” się skończyły. Wtedy musieli wyjść na powierzchnię i zmierzyć się z piekłem, jakie zgotowała sobie ludzkość.
Z pamiętnika wynika, że żyli w bardzo trudnych warunkach. Nie tak jednak trudnych, by zapomnieli o zachowaniu ciągłości gatunku. A może to dzicy z pustkowi którzy na nich napadali, oprócz zabijania mężczyzn i kradzieży żywności, gwałcili kobiety?
Moja matka urodziła się prawdopodobnie w 2100 roku i żyła akurat na tyle długo, by spłodzić mnie i moich dwóch braci. Jak zginęła? A jak człowiek może zginąć w dzisiejszych czasach? Od promieniowania? Kwaśnych deszczy? Ataku zmutowanych jaszczurek wielkości koła od traktora? Z odwodnienia organizmu? Z głodu? Od zarazy? Od zwykłego zakażenia zranionej stopy? Bo komuś nie spodobało się jak wysoko trzyma podbródek?
Mamy rok 2145. W gruncie rzeczy, to nie świat się zmienił. To my.

1.

1 komentarz

Testing…
Ten inteligentniejszy brat, do którego trzeba się zwracać Wanobi a nie po prostu Głupku, mówi, że kiedyś nazywano TO „notepadem”. Pewnie ma rację, w końcu szkoli się u Techników i zna się na wielu sprawach. Jako, iż ja TO znalazłam, mam do TEGO prawo. Oczywiście tylko dlatego, że Technicy uznali to za im bezużyteczne.
Tak czy inaczej… TO jest moje. Nazwę TO „pamiętnikiem”, chociaż nie przypomina TEGO co służyło za pamiętnik mojej babce. Jakie TO dziwne, nieprawdaż? Nie da się po TYM pisać długopisem, ołówkiem ani patykiem. Zamiast tego ma małe guziczki z literkami, co ułatwia sprawę. Poza tym szumi, a nie szeleści. I nie da się zwinąć w rulonik. Nie „je” tez holodysków. Ale i tak TO lubię, bo nie przeszkadza MU moje gadanie. A ja mam 16 lat i gadam dużo.


  • RSS