Na miejscu godz: niewiadomo która, od tej pory czas w postaci godzin minut i sekund przestał istnieć ;)

Wysiadamy, albo raczej wypadamy w końcu z pociągu. Spanie na drzwiach w pociągu zdeformowało mi trochę plecy, no ale przecież czego się nie robi dla Oldtown. Zbieramy się w kupę z Wielosferem, Hammerem, Shafą, Boonem i jego kobietą oraz Wędrowcą. Jako że tylko ja znam drogę robię za przewodnika (wtedy jeszcze nie wiedzieli, nie nazywajcie ich głupcami :D ). Chwila marszu przez skrzyżowanie i jesteśmy na przystanku autobusowym. Zaczynają się schody bo nie jestem pewien którym autobusem mamy jechać a rozkład jazy pokazuje tylko połowę trasy i wynika z niego, że nic na lotnisko nie jedzie. Wpatruje się w niebo w poszukiwaniu zagubionego SU-27, no bo może ktoś zapomniał wylądować tu kilkanaście lat temu i jeszcze krąży prosząc o pozwolenie. Nagle stwierdzam że to niemożliwe bo przecież kto by tak długo przeżył bez piwa! Uświadamiam sobie że jestem głupi bo przecież na przystanku siedzą ludzie i można ich zapytać, podchodzę do jakiegoś młodego kolesia, on jedyny gapi się w chodnik i udaje, że nas nie widzi, reszta trzyma bezpieczny dystans widząc bandę czubków z których połowa wygląda jak wojsko a połowa jak sekta postapokaliptyczna:
-Sory, nie wiesz co jedzie na lotnisko?-pytam
-Nie wiem- koleś odpowiada jakbym miał mu zaraz urwać głowę i nasikać do szyji
-A ja wiem co jedzie-autobus jedzie! -odpowiadam z uśmiechem, ale on chyba nie załapał bo nadal wygląda jakby umarł i zapomniał zmartwychwstać. Nie wiem czy ktoś inny nam powiedział w każdym razie po chwili mamy pełną świadomość czym mamy jechać więc czekamy dalej robiąc sobie jaja ze wszystkiego i niczego. Zjawia się autobus, wszyscy się pakują do środka, robią dużo hałasu, ludzie panikują, widze jak jakaś babcia typu moherowy beret wz. Ok. 80 chce wyskoczyć w popłochu przez okno, w końcu nie wyglądamy jak poplecznicy ojca dyrektora i pewnie jesteśmy z SLD ;)
Mimo tego docieramy na miejsce, jakaś miła pani informuje nas że będzie wysiadać tam gdzie my, to będziemy wiedzieć że to tam (nie wiem na co liczyła w zamian, ale chyba się zawiodła). Dochodzę do wniosku że skoro nam pomaga to pewnie jakaś satanistka albo konkurencyjna sekta i trzymam bezpieczną odległość mimowolnie szukając noża. Wszystko dobrze się kończy i znajdujemy się na drodze pieszej. Już po chwili stwierdzam że osoba, która malowała strzałki musiała sporo wypić bo malowała je na prostej drodze, a na rozstaju już nie. Czekam na pierwsze pytanie :daleko jeszcze? I pada ono prawie na początku, zgodnie z moimi przypuszczeniami. W zeszłym roku sam pytałem w tym miejscu, dopiero później się zdziwiłem ;]

Oldtown dzień 1

Dotarliśmy w końcu na miejsce. Niewiele się zmieniło na pierwszy rzut oka. Mijamy bramę i kierujemy się w stronę baru. Marzę tylko o browarze, no może o czymś jeszcze ale nieważne. Kiedy jesteśmy już na obozowisku, widzę że ktoś schodzi z górki. Spoglądam swoim ślepym okiem po czym otwieram też to niewidome żeby lepiej widzieć i postać przypomina mi entropa wiec krzycze z daleka: TY DZ***O! Nic. Żadnej odpowiedzi. Przecieram oko nożem czując jak coś spływa po policzku i nagle okazuje się że to wcale nie entrop, a kolesia w ogóle nie znam. Ale co tam, nie tylko entrop to… :D Idę dalej, reszta się już gdzieś rozeszła więc szukam kogoś żywego, obeznanego, będącego tu dłużej niż ja i przede wszystkim mającym piwo, ale znajduje nie wiem kogo, bez browara i na dodatek jako namiot, w którym śpi pedał marteenez wskazuje namiot gdzie śpią 3 k***y i ich alfons Theya. Wchodzę z zamiarem ostrego sexu na przywitanie rozpinając po drodze rozporek a tu nagle widzę bandę zgoniarzy i Theyę pośrodku. Jaką miałem minę wiedzą tylko wtajemniczeni… cała reszta musi mi uwierzyć na słowo że przez dłuższą chwilę nie mogłem się ruszyć z miejsca. Ze zdziwienia podniecenie odpadło i nawet po spotkaniu z marteem nie mogłem go zapiąć jak zwykłem to robić wcześniej.
W trakcie tego dnia większość czasu spędziłem na witaniu się, rozmowach i tym podobnych pierdołach. Wieczorem rozpoczęła się inauguracja.
Najpierw wpadli SGS i BOB’y. Odwalili kawał dobrego sexu grupowego na środku ku uciesze reszty zlotowiczy, niestety kobiety nie chciały się dołączać, na placu została tylko biedna Marcy, która stanowiła zdecydowaną mniejszość, na szczęście Wojtek nie jest zazdrosny, obyło się bez ofiar. Później była prezentacja grup, znowu cmd. Morbus i cmd. Rhotax wyszli na środek pochwalić się co będą robić, przy okazji były niezłe jaja bo zrobili fajną szopkę. Ja cały czas myślałem kiedy w końcu się nachleje jak wieprz, więc nawet nie pamiętam o czym gadali, ale co tam kto był i się interesował to wie. Ja wiem że Berg już czekał. Później wyszła cała reszta czyli szpon ze swoimi inkwizytorami i zabawkami prosto z sexshopu z mocno rozbudowanym działem SM, karawaniarze – rodzinka z piekła rodem, mój wrzód na zadzie i generalnie wszystkie frakcje Oldtown które miały coś do ponu… eee.. znaczy do powiedzenia. Mniej więcej w momencie w którym jawa staje się snem i zaczynam chrapać (może nie tak jak prezes, ale na wszelki wypadek spałem w schronie z dala od cywilizacji) uslyszałem huk. Poderwałem się na równe nogi i już miałem powiedzieć :sory wymsnęło mi się ale zauważyłem że nikt nie patrzy na mnie tylko w stronę wałów. Obróciłem się i widzę że raidersi walą do nas jak do kaczek. Chwyciłem za broń i z okrzykiem: do ataku ! biegnę co sił w nogach strzelając do kogo popadnie, niestety za mało wypiłem więc sprint to nie był, reszcie też się aż tak nei spieszyło, przez myśl przelatuje mi myśl że mogłem krzyknąć: oni rozdają browary za darmo! Myśl szybko przechodzi bo zaraz pojawia się obraz tratowanych przez tłum ludzi, połamanych kości oraz ludzi wyglądających jak zombie( ręce wysunięte i majaczą: piiiiiwa… piiiiiwaaa). Wpadam na wał potykając się po drodze o coś kilka razy (skutek za małej ilości krwi w alkoholu) i walę do nich. Niestety uciekli, no cóż może faktycznie mieli przy sobie browara… Koniec inauguracji. Teraz miasto wraca do normalnego pic… życia chciałem powiedzieć.

Cdn nie nastąpi, kto nie był niech żałuje, kto był wie jak było :P