Wygląda na to że zapanował jako taki spokój, a troche sie działo… cała ta zapija…. tzn… wszyscy nasi-drodzy-klienci bu…baru zalegli nieprzytomni tam gdzie stali lub siedzieli i mam czas żeby cos napisać.
Wrócił w końcu, chyba na dobre, Zalożyciel tego miasteczka naszego, zawsze kojarzył mi sie avatarowo z posępnym kosiarzem, ale się przebrał… i jakos radośniej wygląda. Widać pobyt gdzieś tam na pustkowiach mu dobrze zrobił, a mówią, że radiacja na dłuższą metę jest zła, no i komu tu wierzyc? Jak dotąd jednym skutkiem ubocznym długiego przebywania poza Shamo był plakat z jakimś napisem, który pojawiał się wszędzie tam gdzie Założyciel, na szczęście okazało się, że nie jest to dlugotrwała mutacja i napis zniknał. Paru ludzi myślało ze to zakaźne i czym prędzej, bardzo strategicznie bo z krzykiem, opuściło nasze miasteczko. (No dobra, wiem ze moze bratkami tu nie pachnie ale żeby zaraz szambo?)
Tak wiec szef powrócił pełen werwy i zapału, ustalił nowe zasady, przegrupował co sie dalo i przechadzajac sie od czasu do czasu po uliczkach, zagaduje mieszkańcow. Wiem ze planuje dalsze zmiany ale ja mam narazie dosyć.
A!… zapomniałabym wspomnieć, że zawalił sie jeden z budynkow… stał tu chyba od początku…. to był baaaardzo tajemniczy budynek. Nie każdy miał prawo do niego wejść. Razem z nim odeszła, tak samo spektakularnie jak zawaliła sie budowla, czyli: z hukiem, trzęsieniem, naruszeniem fundamentow i wszelkich zasad, postać będąca istotną cześcią historii Shamo, odeszła na własne życzenie, skazując się na banicje…. chyba wieczną, no ale… zobaczymy. A z budynku zostala tylko piwnica. Gdy pył i emocje jako tako opadly, do miasteczka zaczeli wracać ci, co kiedyś sobie z Shamo odeszli i też wszystkim wydawało się, że nie wrócą. Wprowadzili sie do budynku, stojącego obok tego co sie zawalil, jak dotąd niewiele informacji stamtad wychodzi… narazie kazdy przechodząc w pobliżu, zatrzymuje sie na moment, nasłuchuje czy nie ma jakiejś popcornowej imprezy, czasem wejdzie na chwile by sie czegoś dowiedziec albo tylko rozejrzec.

Wobec stanowczej postawy paru naszych obywateli – Szpona, jakiejś baby i DoPr’a udało sie odnowic pare pomieszczeń, w których po małym remoncie rozsiedli sie pisarze, powieść ponoć piszą, coś o wskrzeszaniu eNeSO czy jakoś tak, nie wiem dokładnie, dowiem sie to napisze wiecej…

A z nowych rzeczy to jeszcze paru maniaków, którym mało okolicznych niebezpieczeństw, wykopali ziemiankę i opowiadają sobie historie makabryczne, lepiej tam nie wchodzic jak chce sie zachować resztki zdrowego rozsądku. Zabrali ze soba Pimpusia. Ale nie ma obawy, czasem uda mu sie wyrwać z entropiczno-smoczych łap i przychodzi sie pożalic do mnie do baru… no i Pimpuś doczekal sie kolegi, co prawda Płomyczek jest wiecznie nawalony tania whiskey, ale przemiłe z niego stowrzenie… dopóki nie zacznie mu sie odbijac po tej whiskey, chociaż od pewnego czasu nikt nie lata po Shamo w poszukiwaniu zapałek wiec może to i dobrze ze Płomyczek zieje ogniem.
Przez pewien czas nie było w miasteczku szeryfa i nie miał kto pilnować więźnioów więc szef ogłosił amnestię, ale szeryf wrócił więc znowu się areszt niebawem zapełni. I dobrze. Smutnie wyglada puste więzienie ;)

Ostatnio cale Shamo żyje dożynkami, które beda już w ten piątek, zapowiada sie wiele atrakcji, w tym występ grupy wokalno-tanecznej, o niewiadomo jakiej nazwie, okaże się na dożynkach, wszyscy są podekscytowani wielce. Jak przeżyje ten szoł, to zdam relacje na pewno.

Nasz lokalny bimbrownik ukrywający sie albo w piwnicy barowej (zdecydowanie czesciej) albo w Trzynastym Schronie (zdecydowanie rzadziej)zostawil ostatnio holodysk na ktorym jest napisane – TOP SECRET, szkoda ze nie rozumiem co ten napis oznacza bo nie znam tego języka, no trudno… moze zapis na holodysku jest po mojemu… sprawdźmy….

blump pip… heh, cos sie wgrywa…. ha! czytajcie sami, mam nadzieje ze to nie są jakies tajemnice :)
_____________________________________________________________________________________________________________
Dziennik labolatoryjny

Dzień 4: Eksperyment nr 9-13/08/05 kryptonim W.Z.Z.M.II
Skrybowie prowadzący:
Skryba Hammer
Skryba Grigorij

Dzień 3 12:45
Przed chwilą odwiedziła nas Theya, po tym jak przyczołgałem się z powrotem Grig leżał już nieprzytomny… cham degustował sam. Pozostało mi tylko posmakowac i powiedzieć w naszym tajnym języku „Bluge, buluu bleee …” co znaczy tyle co: „należy dodać więcej arszeniku…” ** Zapamiętać: Dodać arszenik w proporcji 45:2,3 **

Dzień 4 22:15
Wczoraj była Theya, a może to było przedwczoraj, przedwczoraj? może tydzień temu? Kurcze, nieważne, w każdym razie ja dopiero co odzyskałem przytomność, więc spałem tylko jedna noc… ale po tym kopie nie za bardzo orientuje się co dzisiaj jest za dzień…Zapamiętać: następnym razem użyć świeżych jąder geckosa bo te znalezione na stole w kuchni były wątpliwej świeżości i teraz mam metaliczny posmak… a może to od elektrolitu w proporcji 45:6 zamiast 45:4… W tym momencie obudził się Grig przerywając mi wątek, widać że jeszcze go trzyma, jedyne co wyksztusił: „Bga, uban bugrin” co znaczyło tyle co: „trzeba posłodzić”. Nie czekając na nic posłodziłem dodałem troszkę płynu z butelki z napisem: „DF-456”.. po czym zasiedliśmy z Grigiem do słomek… zassaliśmy wielki łyk… usłyszałem:” Ygar Bleb blob”….

Dzień 5 02:59
Gdy odzyskałem przytomność stwierdziłem iż dalej jest metaliczny posmak, lecz jak zauważył wczoraj(wciąż nie przytony) Grig trochę pali, trzeba czymś zmienić odczyn… z kwasowego na obojętny… ale czym… może pociągane ze słomki i pomyśle…. „Blezer bol yoow”
___________________________________________________________________________________________________________________________

Hmm…. ciekawe, nie powiem…

Gdzie jest Blademaster?

Lece go poszukac,no i postaram sie pisac częsciej…