Przez ostatnie parę tygodni wydarzyło się wiele rzeczy… zlot, nowe stronki/mody – widać, że polska scena falloutowa wciąż żyje!! Lecz nie wszyscy maja czas czytać wszystkie nowości oraz wydarzenia na forum – po to jest blog, na którym streszcza się wszystko to, co cieszy się największym zainteresowaniem… <- to tyle gwoli wstępu i starczy :-)

Theya: Poszłam dzisiaj na dół do piwniczki zobaczyć jak chłopakom idzie robienie trunku wanienkowego, jak można sie było spodziewać Grig i Hammer siedzieli pod wanienką i przy pomocy słomek dokonywali degustacji, // My tylko sprawdzaliśmy czy nie jest za słony// nie byli zdolni do rozmowy, //Nowa jestes i nie rozumiesz jeszcze naszego tajnego języka // coś pobełkotali więc poszłam, nie będę przecież przeszkadzać w tak ważnym przedsięwzięciu… Wracając na górę potknęłam się o glinianą beczkę, w której ktoś chciał ambitnie kisić ogórki chyba ogórki, sądząc po zapachu to… eee…nieważne. Na chceniu sie jak zwykle skończyło a beczka jak ją postawili tak stoi… a raczej stała, bo po zetknięciu ze mną już nikomu nie grozi potknięcie sie o nią, najwyżej może si epokaleczyć o skorupy. Troche szkoda tej beczki, fajna była… //to była ta wspomniana beczka z odpadami która miała zastąpic grafit// No ale nie o beczce chciałam…. z beczki coś wypadło. Jakieś pudło, ha! i nawet wiem co to. To stary komputer, wiedziałam do czego służy i sobie zaczełam przeglądć pliki na nim zawarte. Ciekawe rzeczy tam były, prawie cała historia naszej wiochy i pare zdjęć. //To tu an_ge schowała komputer, chyba się jej nie podobało że oglądaliśmy goła panieki// Całe urządzonko jeszcze nawet dobrze działa, więc będę sobie dopisywać od czasu do czasu to co sie tutaj dzieje, kontynuując dzieło an_ge. Może to byc miła odskocznia po pracy w barze. //Desperacki łyk normalności // Będę chyba potrzebować kogoś do pomocy… kogoś kto mi będzie znosił informacje o tym co sie dzieje, nie mogę być wszędzie i czasem mi się przegapi coś ciekawego. //Pimpuś?// O! wiem kto sie nada i jeszcze mi chętnie pomoże. //Ja i Grig naprani, Widget na polowaniu, Abadon śpi, Spider zaginął, Wolv gdzieś chyba śpi, Teq i Kat gdzieś znikneły, Kaz zaginął, Obsy nie ma czasu, więc kto to może być? Pimpuś?// Co prawda do tej pory błyskał różowym ubrankiem ale Założyciel naszej wioski, wspaniałomyślnie kupił mu nowe ubranko. No i dobrze, niektórzy tu są uczuleni na róż. //Ale tylko jak są trzeźwi// Tak jak myślałam… Blademster się zgodził i teraz będziemy was wspólnie obgadywać dla potomnych… hłe hłe …. Hammer się ocknął, przyczołgał do mnie i zaczął komentować…

Blademster przebiegł się po okolicznych budynkach, dopadła go wena więc niech sobie popisze, ja ide sie przebrać, w pomarańczowym mi zdecydowanie nie do twarzy, wole niebieski.

Blademaster:

Aaaaahhhhhhh, jak pięknie znowu poczuć ten powiew… starości, napromieniowanego powietrza, czy smaku starych dobrych przedwojennych pączków… jednak najbardziej cieszą stare śmieci….

Kiedy przyjechałem do naszej wioski od razu wczułem się w klimat tej starej mieściny. Od razu można było zauważyć, że jesteśmy jednym z największych miast na pustkowiu. Nasza ludność wynosi 1 567 osób. Mutanty, ghule, ludzie… wszyscy, którzy przeżyli wybuch pierwszej bomby nuklearnej…..
Tak, to minęło już 60 lat odkąd wybuchła wojna – wojna, która na zawsze zmieniła historię świata…

Lecz mieszkańcy przyzwyczaili się już do nowej rzeczywistości i nie odmawiają sobie przyjemności z picia piwa, małej rozróby od czasu do czasu i tworzenia ogólnego zamieszania. W odbudowanym przez zmutowane pieski preriowe barze Cat’s Paw, zostałem poinformowany że będę razem z Theyą pisać o tym co się na Shamo dzieje, zgodziłem się odrazu, od dawna chciałem spisać opowieść, którą usłyszałem od pewnego człowieka spotkanego podczas mojej wędrówki. Mówił że mieszka niedaleko, ale niedaleko na pustyni to pojęcie względne więc nie wiem ile w tym prawdy, w każdym bądź razie mężczyzna ten powiedział mi tak:

Pewnego pięknego dnia, w wiosce której mieszkam – New Royoville,jak zwykle wykonywaliśy nasze codzienne czynności, od kilku dni dało się wyczuwać jakieś napięcie, ktoś zaczynał podżegać do buntu, buntu przeciwko jarzmu które na nas narzucił starszy wioski, tak… było coś takiego, nie mogliśmy mówić w naszym ojczystym języku… Postanowiliśmy walczyć! Po długich dyskusjach Wioski zgromadziliśmy się pod namiotem starszego… Byliśmy słabo uzbrojeni. Ot, taka niewielka grupka desperatów: DJDJ (zwany tak, przez swoją muzykalność), Bojas oraz Marcus i nasz kapelan – Darkon no i ja.
Byliśmy gotowi na wszystko – nawet za cenę śmierci.
Daliśmy mu ultimatum – albo spełnisz nasze żądania, albo zginiesz. On niestety był na to przygotowany, jednym skinieniem wezwał swoją straż, która lepiej uzbrojona oraz wyszkolona szybko pokonała naszą małą grupkę powstańców….
Lecz nawet Starszy, nie był na tyle mściwy by nas wszystkich zabijać… Mnie, Djdj oraz Bojasa skazano na wieczną banicję, natomiast Marcusa na czasową banicję – by mógł sam wszystko przemyśleć i odpokutować. Najlepszą z najgorszych kar dostał Darkon, skazano go na więzienie na czas nieokreślony…
Teraz starszy miał już władzę całkowitą… i nic nie mogło go powstrzymać przed zniszczeniem, tak długo budowanej wioski pokoju… jednej z nielicznych wiosek pozostałych na tym bezlitosnym pustkowiu…

No i przyszła Theya i wyrywa mi komputer, fajna wspólpraca, nie ma co.

Theya:
Noż ale się rozpisał, dać Blade’owi komputer…
Własnie ktos wpadł do baru wrzeszcząc, że nas atakują, cała wataha sie zaraz tu zleci lepiej nie pokazywać im tego cudeńka. Jak już sobie pojdą to coś sie jeszcze napisze. Ale może w innym miejscu, bo strasznie śmierdzi z tej beczki… Wiele sie pozmieniało od ostatniego wpisu an_ge w naszej wiosce… ciekawie bedzie te wszytkie zmiany opisać… . Dobra, kończę…już tu biegną.