shamo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2003

23.

3 komentarzy

Ale kicha. Pozwolono mi dzisiaj przejechać się samochodem. …50 metrów. Będę musiała więcej popiszczeć, by nalali do tego baku.
W Shamo nic ciekawego. „Turyści” (jak to Doc mówi) grzeczni, pożyteczne rzeczy nazwozili. Nie biją się, nie przeklinają, kicha ogólnie rzecz ujmując.
Wszyscy nieletni obywatele z niechęcią myślą o poniedziałku. Dniu, w którym Skrybowie, Technicy, i cholera-wie-co-jeszcze, nas przywitają w murach SZKOŁY.
Ja tam nie rozumiem po co cała ta organizacja. Jak ktoś jest ciekawy świata, chce coś osiągnąć i PRZEŻYĆ w dzisiejszych czasach, to przecież sam sięga po książki/holodyski/broń/poradę starszego (niepotrzebne skreślić). Nie trzeba czuć na karku oddechu bandy sadystów by się do nauki zmobilizować. A to się chyba starają owi „bezrobotni i wszystko lepiej wiedzący” nam wszystkim wmówić. Druga sprawa, że jak ogólnie wiadomo, praktyka lepsza od teorii, a wyjaśnienia „czemu nie będzie można strzelać do innych w SZKOLE?” to jednak nie podadzą.
I tak pewnie połowa Uczniów (nowy status dla nieletnich) będzie siedzieć w tej SZKOLE tylko podczas deszczy. A jak mury będą ocieplane, to pewnie jeszcze podczas Pory Zimowej.
Precz z oświatą! Wiwat wolność ciemnych mas! I takie tam pierdoły. No, ale zobaczymy jak to będzie. Jak „nie będzie” to najwyżej ją podpalimy.

22.

Brak komentarzy

Wojskowi Jabot (któremu na głowę spadła kiedyś szklana miska i od tej pory jest.. ten tego, „łysy”) i Bio Hazard („śmierdzący i niebezpieczny”) podnieśli raban o świcie. Jak się później okazało, alarm był fałszywy, ale „zahartowani w boju” panowie mimo to chcieli powystrzelać ludzi z konwoju.
Kazul jednak w porę ostrzegł ich, że „szans nawet znikomych nie mamy”, gdyż nadjeżdżający nie byli zwykłymi Raidersami, a… Strażnikami Pustkowi, pod dowództwem Ziomala Eltoro (wnioskuję z okrzyku Kazula, że to jego tytuł. Będę musiała zapytać później, co on oznacza).
W Shamo zaczyna tłoczno się robić.

21.

2 komentarzy

YAY! Po Raidersach zostały dwa (no co, nie mówiłam, że wszystkie zabawki są niesprawne) sprawne samochody. Obsy mówi, że jak sobie ten jeden wyremontuję, to będę miała do niego pierwszeństwo przed innymi bachorami. YAY! Tylko gorzej z tym wyremontowaniem. Nie od dziś bowiem wiadomo, że sprzątać to ja nie lubię. Chyba bardziej niż Doc’a. Poza tym, masce potrzeba solidnego wyklepania, a mi się fundusze skończyły. Będę musiała prosić o dofinansowanie Technika Obiwana, bo uśmiechanie się do jakiegoś tępego osiłka mi się.. nie uśmiecha, conajmniej. O paliwo będę się martwić później. Tak więc, skoro automobil niedługo należeć będzie praktycznie do mnie, przydałoby mi się jakieś szkolenie… Kazul mówi, że Shamo nie stać na wymianę wszystkich słupów i słupków na gumowe. Kazul mówi również, że powinnam znaleźć desperata kamikaze. Kazul czasem dziwnych słów używa, eh.
Poza tym, przy jednym z Raidersów znalazłam holotaśmę z czymś co kiedyś określano miano ROZRYWKA. No, przynajmniej tak nabazgrano na przyklejonym kawałku papieru. Obok napisano jeszcze „Inwejderzim”, ale tego nawet najstarsi nie potrafią wyjaśnić. Mówią, że to jakiś starożytny, dawno zapomniany język. Będę musiała to zostawić sobie na zimne wieczory, bo teraz w głowie mi tylko… GAZ I WYCIERACZKI!
Możliwe, że trochę mi ostatnio.. ekhem. Lepiej pójdę się wykąpać, póki woda nie ostygnie. Wiadomo, woda zimna i brudna raz na tydzień to lekka przesada.

20.

Brak komentarzy

Ach, co to się nie działo.
Wpierw nadjechali Kupcy z Północy, jak zwykle głośni i weseli. Wraz z częścią Wojskowych, która akurat nic do roboty nie miała, rozłożyli się na placu i jęli rozprawiać przy alkoholu o broniach rozmaitych.
Siedząc w nieznacznej odległości, przysłuchiwałam się częstym przechwałkom i radom technicznym, większości nie rozumiejąc. Opowiadali jednak niezwykle zajmująco, więc przysiadła się również część Techników i Cywilów, a nawet Budowlaniec Kmieciu i (werble) k.Katiusza! Doc także zaszczycił towarzystwo swoją osobą i pistoletami. Co dziwniejsze, doskonale się wszyscy oni dogadywali.
Wojskowy Nico szczególnie był słyszalny. Nawet Skryba Kroffa się trochę rozgadał (jak już wszystko zjadł, co do zjedzenia miał). Po prostu czary i dziwy. Nic tylko siedzieć i opisywać. Ogólnie to dużo „w lufie piszczało” dnia tego.
W końcu Cywil Lovebeer (jeden z Boga prywatnych prototypów, który nigdy nie miał być wprowadzony do produkcji masowej. Taki żywy okaz muzealny) zaproponował, by ekipa przeniosła się stałym rytuałem na ranczo, gdzie trunku ni zagrychy nigdy nie brakło. I gdy pod wieczór towarzysze chwiali się siedząc i trudno było nadążyć za ich tokiem myślenia…
ALARM!!!
I to nie alarm stosowany w przypadku najazdu dzikich, ale ALARM!
Grupa Raidersów, która od kilku dni śledziła Kupców z Północy, przyczaiła się kilka kilometrów stąd i tylko czekała zmierzchu, by napaść na pijaną i bezbronną osadę.
No cóż. Nie mogli wiedzieć, że prawie zawsze pijana osada, wcale taka bezbronna to nie jest.
Pierwsi do obrony rzucili się Ceemdeer Rhotax (mówi, że ta funkcja jest Bardzo Ważna, a ja jestem mała wredota. Baaardzo nieładnie jest kłamać.) i Ceemdeer Dark Miagi, dwaj dowódcy Bractwa. Serżynt Chewie (mówi, że sam nie wie co to stopień) ruszył za nimi, jak tylko dopił piwo (w ogóle, Chewie jest taaaaki faaaajny. I ma groźną Panamę, której każda karimata się boi).
No i co było dalej? Ano, tłukli się na odległość. Nic ciekawego w sumie. Tu łup, tam łup. Od czasu do czasu ktoś pociągnął serią i jakiś Raiders zatańczył wyrzucając z siebie fontannę krwi (jak dobrze poszło, to jeszcze widać było fruwającą wątrobę i kawałki mózgu). Wyrzynanka, do której można przywyknąć.
No dobra. BYŁA PRZEDNIA ZABAWA! MUAHAHAHAHAHAHA
„Zgubiłam” kilka granatów. Ale ciii, bo jak mama się dowie…

19.

3 komentarzy

No i masz ci los. Kupcy z Północy aka Bractwo Piwa, przyjechało wczoraj do miasta. Nie dość że zrobili sporo zamieszania ściągając na Shamo Raidersów, to…. A tak. Mieliśmy niezłą potyczkę, ale o tym w następnej notce.
Wszystko sprowadza się do tego, że Wojskowy Nico zadeklarował, iż się do nich przyłącza! Że to tam jest jego miejsce, że natura go wzywa (hmm, zawsze myślałam, że mówi się tak jak chce się do… ee, nieważne), i takie tam duperele. Bractwo bardzo się ucieszyło. Za to k.Katiusza – nie.
Powszechnie wiadomo, że Wojskowy Nico i k.Katiusza są.. jakby to wyrazić prostymi słowami.. naah, nie jestem dobra w te klocki. W każdym bądź razie, k.Katiusza dużo krzyczy na Wojskowego Nico, Wojskowy Nico dużo krzyczy na k.Katiuszę, i podobno są ze sobą bardzo szczęśliwi.
K.Katiusza jednak woli krzyczeć z mniejszej odległości, dla tego uparła się, że ona też do Bractwa przystąpi. Bractwo jeszcze bardziej się ucieszyło. Za to Wojskowy Nico – nie.
Wojskowy Nico woli widzieć „swoją kobietę” w bezpiecznym shamo-gniazdku, a nie z MP5 w łapce pośrodku „piachu, potu i krwi”.
Bractwo wciąż się cieszy siedząc na ranczu Cywila Lovebeera, Rada próbuje przemówić do rozsądku obojgu młodym. Wojskowi wraz z Podróżnymi siedzą w bu.. barze i chleją za swoje zdrowie, Technicy zajmują się z kolei złupionym sprzętem. A ja muszę wyprowadzić jajnika na spacer, bo zaraz mi oberwie nogawkę nowych spodni.

18.

4 komentarzy

Jak przyrządzić jaszczurkę w 10 minut?
Najpierw trzeba ją złapać. Potem ogłuszyć (właściwie to tu kolejność jest dowolna).
Ostrym narzędziem, najlepiej z ząbkami, przecinamy ją tuż przy nasadzie czaszki, tak by został nam łeb bez szyi (możemy sobie główkę ususzyć i dodać ją do kolekcji, lub po prostu wyrzucić. Ani mózg ani oczy jaszczurki nie są zjadliwe). Następnie nacinamy jednym ruchem skórę na brzuchu (jaszczurki, nie swoim), od koniuszka ogona do końca szyi. Oddzielamy mięso od powłoki zewnętrznej, bardzo ostrożnie i pozbywamy się organów wewnętrznych. Zdjętą skórę zostawiamy na płaskim kamieniu i od strony wewnętrznej „wywiercamy” w niej otwory o średnicy 1 cm, w odległości 3 cm od siebie.
Mięso ubijamy ciężkim, tępym narzędziem, solimy i przyprawiamy słodką papryką. Jeszcze trochę ubijamy i zawijamy w zdjętą wcześniej skórę. Całość mocno owijamy i zawiązujemy sznurkiem jak cukierka – po obydwu końcach. Następnie wrzucamy pakunek do ogniska i liczymy do 150. Przy 147 możemy zacząć grzebać w ognisku długim patykiem w celu wyturlania posiłku poza obręb płomieni.
Nie dotykając nic palcami, nożem rozcinamy ponownie skórę (sznurki się spaliły). Czekamy aż mięso ostygnie wystarczająco i zabieramy się do jedzenia.
Jak przyrządzić jaszczurkę w 2 minuty?
Złapać, odciąć jej łeb, wypatroszyć i wgryź się w krwiste mięsko.
Powiedz-do-mnie-jeszcze-raz-Fafik-a-cię-ugryzę lubi jaszczurki na oba sposoby.

17.

2 komentarzy

Huhuhu. Ale dzisiaj zakupy były. Obsy się szarpnął i oprócz tego co chciałam, dostałam jeszcze miękki, brązowy koc z wizerunkiem tandetnych misiów, o dwa numery za duże papcie (i tak prawie w ogóle nie siedzę w domu, więc pewnie tylko tylko-nie-Fafik-waflu-jeden je sobie przywłaszczy), karton komiksów o jakichś „iksmenach”, całkiem „w dechę” sweter i czapkę z daszkiem.
Jajnik też coś dostał – gumową piłeczkę w kratkę („I myślicie, że co? Że będziecie ją gdzieś rzucać a ja ją będę w pysku przynosił? Widelec wam przebił podniebienie i dotarł do mózgu?”) oraz budę z gąbki („Czy ja wyglądam na śledzia? Sama się tam spróbuj zapakować.”)
Obsy za to po raz kolejny kupił sobie antyczne, niedziałające radio. On ma po prostu bzika na ich punkcie. Ale chyba każdy musi mieć jakiegoś hopla.
Ja na przykład lubię kolekcjonować zapalniczki (niekoniecznie działające) i granaty (niekoniecznie wybuchające). Mieć kiedyś wyrzutnię… ech.
Przybrana mama mówi, że trzeba dach zreperować, bo powoli nadchodzi Pora Deszczy i znowu nam wykładzinę dziadostwo zeżre. Rok temu nie wypaliło nam dziury tylko dlatego, że uszczelniliśmy dach… jak to się nazywało? W każdym bądź razie, podejrzewam, że na tą Gwiazdkę wymarzonego cacuszka nie dostanę. Ech.

16.

7 komentarzy

Człowiek powinien być ostrzegany przed takimi rzeczami. Na dłuższą metę mogą one wywołać stany lękowe, a nawet astmę. Ale powoli i od początku:
Siedziałam sobie rankiem w bu.. barze popijając krakersy mlekiem, gdy Wojskowy Bio Hazard i Podróżnik_JumaczBezołowiowej_Plezi po krótkim powarkiwaniu na siebie (poszło o jakiś sprzęt Techników) sięgnęli do broni. I tym sposobem, poprzez drogę ewakuacyjną, nie dokończyłam śniadania. Nuh, takie rzeczy to powinni w porze kolacji w Thunderdome załatwiać. Co by innym dostarczyć rozrywki, nie psując trawienia.
Ta sprawa naprowadziła mnie na myśl o ostatnim znalezisku.
Zaniosłam pewien czas temu dobrą acz dziwną skrzynkę, Technikowi Skorpionowi i dziś, przestępując próg jego pracowni, o mało nie dostałam zawału serca i wstrząsu mózgu jednocześnie.
Dorośli ludzie nie biegają w niekompletnym stroju po pomieszczeniu, krzycząc EUREKA!!! I nie rzucają się innym ludziom niespodziewanie na szyję. Nie łapią następnie tej osoby i nie podrzucają jej silnie, by owa osoba nie rąbnęła głową o sufit. I w dodatku potem jej nie łapią.
Przynajmniej nie powinni tak robić.
No i mogliby już po wszystkim wyjaśnić o co chodziło, a nie biec do Rady, trzaskając przy tym drzwiami. Szczególnie gdy na ich progu leży plecak z dobytkiem poprzednio „napadniętej” osoby.
Dziwne to rzeczy w dziwnych czasach, panie dzieju.
Bez kompletnego śniadania, z brakiem apetytu na obiad, idę jeszcze pojęczeć przybranej mamie, co by nie zapomniała o dzisiejszym przyjeździe Kupców Ze Wschodu.

15.

Brak komentarzy

Podliczając swoje fundusze, przypomniałam sobie, iż nie tylko Ausir mi kapsle wisi. W miarę dalszego przypominania sobie, ułożyła mi się spora lista dłużników. Trzeba będzie ich zmobilizować jakoś do wypłaty zaległości. Hmm. Wojskowy Gerard Heime co pracuje w Guns n’ bullets nie dopuści mnie teraz do skrzyni pancernej z kapslami, bo FILM KRĘCI. I co ja bidula mam zrobić? Ludzie kasy nie oddają, ludzie kasy kraść nie pozwalają… Ludzie! Kapsle na drzewach nie rosną! A dziewczyna (i jej pies) ma swoje potrzeby.
Nie-mów-do-mnie-Fafik chce porządnej miski na żarcie. Chce też prywatnej szczoteczki do zębów i miniaturowej kanapy z poduszkami, no ale.
Mnie przydały by się jakieś nowe buty, bo te znają więcej języków niż wyżej wymieniony obywatel pies. I jakieś dżinsy, bo stare mają dziurę na dziurze. I kurtka ciepła, bo zbliżają się chłodne noce. I..
Przybrana mamo, czas się zająć swoim dziecięciem!

14.

Brak komentarzy

Skryba Ausir, Naczelny Opiekun Schronu, bardzo ucieszył się, gdy przyniosłam mu nowe/stare książki. Powiedział nawet, że „następnym razem na pewno mi zapłaci”. No cóż. Ja na pewno oddam mu wtedy te wszystkie książki które mu ukra… ekhem, które pożyczyłam bez jego wiedzy na wieczyste użytkowanie. Tym razem moim łupem padła „Apokalipsa według pana Jana”. Skryba Ausir ją lubi, więc może wyznaczy termin zapłaty okupu na jakiś PRZED moimi sześćdziesiątymi urodzinami.
Lubię czytać. Często można dowiedzieć się z książek bardzo ciekawych rzeczy. Np. że piwo jest napojem izotonicznym, tzn. jego ciśnienie osmotyczne jest podobne do ciśnienia osmotycznego krwi. I że zawiera witaminę PP, czyli niacynę i B2, czyli ryboflawinę, które działają pobudzająco na soki żołądkowe i…
No dobra, to nie jest akurat wcale takie ciekawe, ale brzmi bardzo mądrze i robi wrażenie na Kupcach z Północy. Kupcy z Północy bardzo różnią się od tych ze Wschodu. Nawet nie nazywają siebie Kupcami a jakimś Bractwem. Mają lepsze pancerze i broń, ale.. jacyś dziwni są. To znaczy, nie dziwi mnie, że nie piją wody tylko trunki chmielowe, ale.. O! Na przykład noszą długie włosy wzorem kobiecym, rzadko się golą, a o myciu to już nie wspomnę. Bywają bardzo zabawni, no i znają mnóstwo śmiesznych historii z pustkowi. Dużo podróżują. Opowiadali nawet, że raz do roku wędrują nad MORZE. Mówią, że owo morze to „kupa wody”. Hmm, tak se myślę, że chciałabym kiedyś zobaczyć „kupe wody”. Trudno mi sobie ją wyobrazić.
Poza opowiadaniami przywożą jeszcze informacje „ze świata”.
To dzięki nim wiemy, że są oprócz Shamo jeszcze inne powojenne miasta i że nie wszyscy są koczownikami.
Obsy powiedział, że jak podrosnę, to może pozwoli mi gdzieś jechać. Mam nadzieję, że nie mówił o spędzeniu w Shamo następnych 16 lat. Życie tutaj nie jest nudne, ale.. Z książek dowiaduję się tylu cudownych rzeczy.. O „drapaczach chmur”, czyli budynkach tak wysokich, że nawet zadzierając głowę, nie można było zobaczyć ich końca. O „karuzelach” – maszynach które kręciły człowiekiem w kółko, aż ten nie zwrócił ostatniego posiłku, co podobno dostarczało wiele radości (nie wiem czy ludziom czy maszynom, czy temu nieszczęsnemu posiłkowi). O „samolotach”, o „metrze”, o „Internecie”, o „telefonach”, o… o tym wszystkim, czego wojna pozbawiła moje pokolenie. Moje i każde kolejne, aż do tego, które na nowo wymyśli elektryczność, przywróci wodę w kranach i zacznie zanieczyszczać powietrze spalinami.
Jakoś tęskno mi się zrobiło.
Pies-który-nie-nazywa-się-Fafik mówi, że jestem głupia skoro tęsknię za czymś, czego nigdy nie miałam…
Może ma rację.


  • RSS